Poradnik kupującego: oględziny

Dzięki pomocy naszego poradnika znaleźliście już warty uwagi samochód. Jak sprawdzić, czy w rzeczywistości jest to również tak świetna okazja, jak utrzymuje sprzedawca? Radzimy, jak przygotować się do oględzin i co robić w ich trakcie.

Wywiad telefoniczny…

Pierwszą rozmowę wywiadowczą odbywamy na odległość, najlepiej telefonicznie. W korespondencji e-mailowej pewnie dostaniemy wklejone jeszcze raz to samo, co mogliśmy już przeczytać w ogłoszeniu. Warto wypytać dosłownie o wszystko – nawet o rzeczy, które sprzedający już opisał. A nuż złapiemy go na jakiejś drobnej nieścisłości? Jeśli „uczciwie” informuje nas o małej usterce, którą można szybko usunąć niewielkim kosztem, to lepiej odpuścić to auto – gdyby tak było w rzeczywistości, to uporałby się z nią przed sprzedażą i nie dawał okazji do zbicia ceny.

Absolutną podstawą, zwłaszcza jeśli czeka nas dalsza podróż na oględziny, jest uzyskanie od sprzedającego numeru VIN (nadwozia). Pozwoli on sprawdzić w sieci historię samochodu. Jeśli nie możemy tego numeru uzyskać, odpuszczamy.

… i internetowy

Mając numer VIN, numery rejestracyjne i datę pierwszej rejestracji, możemy bezpłatnie uzyskać takie informacje, jak przeglądy techniczne i ostatni zarejestrowany podczas nich przebieg. Wystarczy zajrzeć na rządową stronę z historią pojazdów, gdzie poznamy także m.in. liczbę właścicieli samochodu. Można też skorzystać z płatnych raportów wyspecjalizowanych firm, kosztuje to zazwyczaj kilkaset złotych. W zamian otrzymujemy pewność co do historii auta i możemy łatwo zidentyfikować nieuczciwego sprzedawcę.

Samochód można także sprawdzić w rejestrze zastawów bankowych (odpowiednie adnotacje powinny widnieć w karcie pojazdu i dowodzie rejestracyjnym), a od policji otrzymamy informację, czy auto nie jest kradzione.

Dzwoniąc do sprzedającego, warto także spytać o powód sprzedaży, a także upewnić się, że nie ma nic przeciwko wykonaniu jazdy próbnej oraz kontroli samochodu w wybranej przez nas stacji diagnostycznej.

Dokumenty

Zanim rozpoczniemy oględziny – na które warto wybrać się ze znajomym, nawet niekoniecznie motoryzacyjnym ekspertem (ważne jest też podejście „z zewnątrz”, bez emocji) – sprawdź wszystkie dokumenty.

Sprzedawca powinien mieć dowód rejestracyjny z ważnym przeglądem technicznym, ważną polisę OC, dowód zakupu (umowa kupna-sprzedaży, faktura), a w przypadku samochodów rejestrowanych pierwszy raz po 1999 roku – także kartę pojazdu. Warto sprawdzić wszystkie dane, porównać także numer VIN z wybitym na tabliczce znamionowej samochodu.

Oględziny

Zwracamy uwagę na wszystko, co może sugerować niezgodność stanu faktycznego z deklaracjami sprzedającego. Jeśli chodzi o przebieg, przyglądamy się zużyciu nakładek na pedały, kierownicy czy foteli. Nadmierne zużycie budzi podejrzenia, podobnie jak świeżutkie elementy w starszym aucie o większym przebiegu.

Podobnie podejrzane mogą być deklaracje niedawnej wymiany ważnych podzespołów. Na przykład sprzęgło, rozrząd, turbosprężarka czy dwumasowe koło zamachowe w zależności od modelu samochodu mają określoną średnią żywotność. Wyraźne niedopasowanie niedawnych wymian do przebiegu też powinno być ostrzeżeniem. Albo licznik jest przekręcony, albo ktoś tak ostro obchodził się z autem, że konieczna była wcześniejsza wymiana.

Deklaracja, że „nic nie było robione” też nie jest gwarancją braku problemów. Może oznaczać, że za chwilę to my zmierzymy się z wymianą kosztownych podzespołów. Znowu – sprawdźmy typowy przebieg najważniejszych elementów w danym modelu.

Z zewnątrz zwracamy uwagę na równość szczelin między elementami nadwozia, a także na szyby. Brak oryginalnych przy deklarowanej bezwypadkowej przeszłości niekoniecznie dyskwalifikuje, ale warto spytać o powód wymiany i dokładniej przyjrzeć się okolicy wymienionej szyby. Ponownie trzeba ocenić wygląd na tle wieku auta – podejrzanie będzie wyglądała nienagannie utrzymana przednia część nadwozia starego samochodu, który przez długie lata obrywał kamyczkami i jego lakier matowiał.

Jazda próbna

Niekoniecznie musimy sami zasiadać za kierownicą, chociaż oczywiście jest to najlepsze rozwiązanie. Starajmy się sprawdzić działanie wszystkiego, w co wyposażony jest samochód. Jazda powinna być możliwie wszechstronna i trwać tyle, by silnik zdążył osiągnąć porządną temperaturę. Sprawdźmy ostre hamowanie, dynamiczne ruszanie z miejsca, jazdę z niskimi i wysokimi – zgodnie z przepisami! – prędkościami. Poszukajmy drogi o nawierzchni gorszej jakości, by posłuchać i wyczuć pracę zawieszenia. Jeśli sprzedający protestuje np. przeciwko szybkiej jeździe po autostradzie albo próbie hamowania, to znaczy, że ma coś do ukrycia.

Kontrola na stacji diagnostycznej

Najważniejsze: to my wybieramy stację. Nieuczciwy sprzedający na pewno zaproponuję „znajomą” stację, która nie znajdzie w aucie żadnych usterek. Kontrola oczywiście kosztuje, ale nie bójmy się tej inwestycji. Rzetelne sprawdzenie stanu technicznego samochodu może uchronić przed naprawdę wysokimi wydatkami.

„Samochód warto zabrać zarówno na stację diagnostyczną, jak i do warsztatu” – radzi Tomasz Ostrowski, ekspert Ucando.pl. – „Pracownicy stacji sprawdzą, czy auto spełnia wszystkie normy przykładowo w zakresie zawieszenia, zbieżności kół czy skuteczności układu hamulcowego. W warsztacie można z kolei poszukać oznak usterek innego typu i dowiedzieć się, po jakim czasie mogą nas czekać inwestycje typu wymiana klocków hamulcowych czy tarcz. Sprawdzony zostanie także lakier i stan blachy. Mechanicy doskonale znają słabości każdego modelu samochodu i mogą sprawdzić, czy dotyczą one wybranego przez nas egzemplarza. Podepną też komputer diagnostyczny i sprawdzą, czy nie ma błędów”.

„Samemu możemy sprawdzić pracę wszystkich urządzeń pokładowych, jak na przykład klimatyzacji – często tylko dmucha powietrze, ale bez chłodzenia” – dodaje Ostrowski. – „Można też przyjrzeć się łebkom śrub mocujących elementy, których bez poważnej potrzeby się nie odkręca – jak mocowania błotników. Kontrolka poduszek powietrznych powinna gasnąć niezależnie od innych – bywa, że po wystrzeleniu jest podpinana pod inne i zapala się razem z nimi. Można też sprawdzić metki pasów bezpieczeństwa: ich brak lub data produkcji późniejsza niż samochodu to informacja o nieciekawej przeszłości auta”.

Podsumowanie

Kontrola stanu używanego samochodu przypomina spacer po polu minowym, ale z dobrym wykrywaczem – czyli zdrowym rozsądkiem i naszymi radami – nic poważnego nam nie grozi. Pamiętajmy, by nie ignorować żadnego podejrzanego sygnału ani odstępstwa od normy. Zakup auta to zbyt poważna inwestycja, by spieszyć się albo przymykać oko na jedną czy więcej wad. Coś, co początkowo wydaje się drobiazgiem, szybko może uderzyć mocno po kieszeni.

Posted by Martyna Jędruch

One Comment

  1. Dobrze, że powstają tego typu wpisy, bo coraz prościej naciąć się na handlarzy, którzy używają niebywałych sztuczek, żeby sprzedać samochód za określoną cenę. Sam miałem styczność z taką sytuacją, więc wiem, że trzeba też uświadamiać innych. Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *