Czy samochody elektryczne są przyszłością motoryzacji?

Tradycyjny dla samochodów napęd spalinowy trzyma się dzielnie, ale trwa ofensywa alternatywnych źródeł energii. Czy przyszłością motoryzacji są auta elektryczne, coraz śmielej poczynające sobie na wielu rynkach? Czy silniki spalania wewnętrznego odejdą niedługo do lamusa i pozostaną nam tylko wspomnienia hałasu, spalin oraz dziesięcioleci tradycji?

Elektryczni przodkowie

Tak naprawdę bardziej tradycyjnym napędem jest właśnie elektryczny. Powozy na prąd budowano już w latach 30. XIX wieku, a pierwsze rekordy prędkości bito właśnie takimi samochodami. W 1899 roku elektrycznym pojazdem przekroczono po raz pierwszy barierę 100 km/h.

Jednak wraz z rozwojem silników spalinowych elektryczni konkurenci stawali się coraz mniej praktyczni. Takie wynalazki, jak rozrusznik (eliminujący uciążliwy i niebezpieczny rozruch korbą) czy chłodnica (znaczne zwiększenie zasięgu), walnie przyczyniły się do benzynowego zwycięstwa. Gwoździem do trumny dla „elektryków” była masowa produkcja Forda T, dzięki której auta spalinowe stały się bardziej dostępne.

Eko i trendy

We współczesnym społeczeństwie rozwijająca się na nowo od lat 80. XX wieku technologia napędu elektrycznego trafia na podatny grunt. Ciche, nie emitujące zanieczyszczeń samochody wpisują się w XXI-wieczne trendy. Odejście od hałaśliwych, kopcących i smrodzących aut spalinowych działa na wyobraźnię ludzi młodych – zakochanych raczej w nowoczesnych technologiach, a nie w ryku „tradycyjnych” silników.

Zwolennicy elektrycznej rewolucji zapominają jednak w swoim ekologicznym amoku o paru faktach. Owszem, samo przemieszczanie się elektrycznym autem nie generuje żadnych zanieczyszczeń. Jednak skądś trzeba pobrać prąd do naładowania akumulatorów. Tutaj wiele zależy od źródła energii – w krajach o rozwiniętej energetyce jądrowej czy odnawialnej (promienie słoneczne, wiatr, woda) emisja jest faktycznie mniejsza o jedną czwartą niż w przypadku samochodów spalinowych. W przypadku energetyki opartej na węglu mamy już podobny poziom zanieczyszczeń.

Trzeba też pamiętać o wpływie samego procesu produkcji auta elektrycznego, a także późniejszej utylizacji baterii. Wykorzystanie dość egzotycznych metali wpływa negatywnie na emisję zanieczyszczeń w czasie produkcji – szacuje się, że jest to poziom większy ponad dwa razy niż w przypadku „zwykłych” samochodów.

Istotne jest jednak to, że zanieczyszczenia generowane przez fabryki lub elektrownie mają ściśle określony zasięg i miejsce. Samochody poruszają się praktycznie wszędzie, a zakład przemysłowy nie wjedzie nagle do centrum miasta…

Szybkie i wydajne…

Napęd elektryczny ma za to wiele zalet dla samego użytkownika. Sam koszt eksploatacji jest niższy (nie tylko oszczędzamy na paliwie, ale też np. na oleju), a w zamian można otrzymać wręcz imponujące osiągi – sportowe auta elektryczne od spalinowych supersamochodów różnią się tylko brakiem hałasu.

Charakterystyka silnika elektrycznego – wysoki moment obrotowy dostępny praktycznie w pełnym zakresie obrotów – pozwala uzyskać imponujące przyspieszenie oraz zrezygnować ze stosowania tradycyjnej skrzyni biegów. Sprawność takiego napędu (80%) też może zawstydzić silniki spalania wewnętrznego (35-40%) – mówiąc kolokwialnie, mniej pary idzie w gwizdek, a więcej na koła.

… jeszcze nie dalekobieżne

Stację benzynową mamy obecnie niemal na każdym kroku. Gorzej z miejscami do ładowania elektrycznych pojazdów, co w połączeniu z zasięgiem (wciąż znacznie mniejszym niż spalinowej konkurencji) wymaga starannego planowania podróży. Oczywiście zależy to od kraju i skali rozbudowy miejscowej infrastruktury – ale akurat Polska nie ma tu szczególnych powodów do dumy.

Podobnie rzecz ma się z udogodnieniami dla nabywców. Samochodom elektrycznym pozostała jedna cecha z czasów Forda T – są drogie. Tak drogie, że w Polsce według wyliczeń ekspertów różnica w cenie między autem na prąd i spalinowym odpowiednikiem zwraca się po… kilkunastu latach.

W wielu krajach jest inaczej: korzystne dla nabywców programy rządowe przynoszą owoce w postaci rynkowego udziału „elektryków” i hybryd na poziomie 50%. Tyle w 2017 roku wyniósł udział samochodów elektrycznych i hybrydowych sprzedanych w Norwegii. Tyle, że tam auta elektryczne zwolnione są z podatku VAT, akcyzy oraz opłat rejestracyjnych i ubezpieczeniowych. Do tego mogą poruszać się buspasami i parkować za darmo lub za połowę stawki.

Promocja przez sport

Auta elektryczne zdobywają sobie też coraz bardziej okazały przyczółek w motorsporcie. Formuła 1 od 2014 roku przeszła na napęd hybrydowy – turbodoładowany silnik spalinowy V6 o pojemności 1,6 litra z dwoma układami hybrydowymi (jeden czerpie energię z hamulców tylnej osi, drugi z pracy turbosprężarki). Obecnie te jednostki osiągnęły barierę 1.000 koni mechanicznych…

Od 2012 roku organizowane są mistrzostwa Formuły E, dla całkowicie elektrycznych wyścigówek. To prężnie rozwijana i promowana seria, w której startują m.in. byli kierowcy Formuły 1. Wyścigi odbywają się na krótkich torach ulicznych w centrach największych miast świata (Nowy Jork, Berlin, Paryż, Londyn).

W sezonie 2019 ruszy też elektryczna klasa w zawodach motocyklowych, jako seria towarzysząca prestiżowym wyścigom MotoGP. Rok później na napęd elektryczny mają przejść mistrzostwa świata w rallycrossie – widowiskowe i kontaktowe wyścigi na krótkim torze o zmiennej, szutrowo-asfaltowej nawierzchni. Z kolei niedawno słynny rajdowy zespół M-Sport ogłosił plan opracowania elektrycznej rajdówki. Auto na bazie Forda Fiesty miałoby na razie służyć do jednodniowych imprez (ech, te zasięgi…).

Kij i marchewka

Niewątpliwie samochody elektryczne zdobywają coraz większą część rynku. Powodzenie tej ofensywy zależy od trzech kluczowych czynników. Pierwszym z nich, globalnym, jest rozwój technologii: zwiększanie zasięgów, trwałość baterii, obniżanie cen w miarę wzrostu produkcji. Dwa kolejne są już lokalne, zależne od danego kraju. To przygotowanie odpowiedniej infrastruktury oraz zachęcanie kierowców do inwestowania w nowe technologie.

Ten ostatni element może przybrać formę pozytywną (zniesienie akcyzy, różne ulgi podatkowe) lub negatywną (zniechęcanie do samochodów spalinowych poprzez różne opłaty, dopłaty itp.). Oczywiście najskuteczniejsze jest połączenie tych dwóch technik, marchewki i kija.

33 z dwóch milionów

Eksperci szacują, że dzięki rozwojowi technicznemu – przede wszystkim w zakresie baterii, które są coraz tańsze – już pomiędzy 2025 i 2030 rokiem ceny aut elektrycznych i benzynowych będą mniej więcej równe. Dla Norwegów może to już nie mieć znaczenia – plan tamtejszego rządu zakłada całkowite wyeliminowanie sprzedaży samochodów spalinowych do 2025 roku. Francja daje sobie więcej czasu – do 2040 roku.

Jeśli światowy postęp nadal będzie pędził tak sprawnie, to za kilkanaście lat dymiące auta benzynowe faktycznie mogą pozostać wspomnieniem – przynajmniej w niektórych krajach, bo u nas oznak elektrycznej ofensywy jakoś nie widać – gdy w 2016 roku po drogach świata jeździły już ponad dwa miliony aut na prąd, w Polsce w pierwszym półroczu zarejestrowano ich dokładnie… 33.

Posted by Tomasz Ostrowski

2 Comments

  1. Osobiście jestem za tym żeby były auta elektryczne, ale nie kosztem tego że elektrownie będą musiały mocniej pracować przez to. Prąd pójdzie do góry i już to nie będzie takie ekonomiczne.

    Odpowiedz

  2. Nawet nie sądziłam, że pojazdy elektryczne były już powszechne w XIX wieku! Obecnie zrobiła się moda na wszystko co jest ekologiczne, z jednej strony to dobrze, z drugiej…myślę, że trzeba zachować we wszystkim zdrowy rozsądek.

    Odpowiedz

Dodaj odpowiedź