Sportowy klasyk

Niejeden maniak motoryzacji marzy o Porsche w garażu. Nie oszukujmy się jednak: większość kultowych modeli tej marki to porządne, zapewniające niezłego kopa adrenaliny auta sportowe – ale nie supermaszyny, którymi można zabłysnąć w towarzystwie nawet najbardziej zblazowanych bogaczy. To raczej domena włoskich marek lub niewielkich producentów. Porsche stało się za to symbolem solidnych, sportowych samochodów – których specjalne, limitowane wersje nadają się na tor wyścigowy, a nie na promenadę w Cannes czy uliczki Monte Carlo.

Sami przyznajcie: budowane głównie z myślą o uzyskaniu wyścigowej homologacji modele 911 GT2 – z klatką bezpieczeństwa, szybami z poliwęglanu i monstrualnym tylnym skrzydłem – nadają się tylko dla zawodowców. Na szczęście dla naprawdę bogatych amatorów hipersamochodów, którzy nie mają talentu wyścigowych czy rajdowych arcymistrzów, powstało Porsche 918 Spyder. W latach 2013-2015 wyprodukowano dokładnie tyle sztuk, ile wynosi oznaczenie modelu. Wszystkie zaklepano na długo przed zakończeniem produkcji, a obecnie ceny na rynku wtórnym dochodzą do dwóch milionów dolarów. Nowe auto można było kupić za „jedyne” 850 tysięcy dolarów…

„Zielone Piekło” w siedem minut

Fakt, że model 918 nie jest tak surową wyczynową maszyną, jak najszybsze odmiany Porsche 911, wcale nie czyni z niego łagodnego baranka. We wrześniu 2013 roku, kiedy prezentowano ostateczną wersję tego auta, Marc Lieb za kierownicą Porsche 918 Spyder z opcjonalnym pakietem Weissach pobił rekord przejazdu Północnej Pętli legendarnego Nürburgringu. Żaden inny seryjnie produkowany drogowy samochód nie zdołał wcześniej zejść z czasem poniżej siedmiu minut – liczące ponad 20 kilometrów okrążenie słynnego „Zielonego Piekła” niemiecki kierowca, późniejszy triumfator 24h Le Mans, pokonał w 6 minut i 57 sekund, bijąc poprzedni rekord o 14 sekund. Do dziś jest to trzeci najlepszy wynik w kategorii aut seryjnych – za Lamborghini Hurácanem i aktualnym rekordzistą… Porsche 911 GT2 RS.

Prawie 900 koni

Supersamochód Porsche, konkurujący o klientów z maszynami słynnych ze startów w Formule 1 marek Ferrari czy McLaren, napędzany jest oczywiście zgodnie z duchem naszych czasów. Z potężnym silnikiem benzynowym współpracuje elektryczna hybryda. Baterie można ładować z zewnętrznego źródła zasilania, a w czasie jazdy wykorzystywana jest energia z hamowania.

Spalinowa jednostka V8 o pojemności 4,6 litra rozwija moc 616 koni mechanicznych, a wspomniane baterie mogą zasilać dwa dodatkowe silniki elektryczne: 156-konny działa na tylną oś i jest też głównym generatorem energii odzyskiwanej w trakcie hamowania, a przednią „wspomaga” 127-konna jednostka. Razem daje to imponujące 899 koni mechanicznych mocy i 1.280 niutonometrów momentu obrotowego.

Dwadzieścia sekund… do trzech setek

Dla miłośników jeszcze bardziej ekstremalnych wrażeń firma przygotowała wspomniany przy rekordzie Północnej Pętli pakiet Weissach – nazwanym tak na cześć miasta w Badenii-Wirtembergii, w którym mieści się centrum badawcze Porsche i tor testowy producenta. Tam właśnie opracowano model 918.

Wybranie przy zamówieniu tej opcji nie tylko oznaczał dobrowolną rezygnację z części wygłuszeń kabiny i uszczuplał konto o prawie 90 tysięcy dolarów. Wersja Weissach jest lżejsza od „zwykłej” o ponad 40 kilogramów: dostajemy magnezowe felgi o średnicy 20 cali z przodu i 21 cali z tyłu, niektóre elementy nadwozia wykonane z włókna węglowego, odchudzony układ hamulcowy i łożyska kół.

Tak spreparowany model 918, wyposażony jeszcze w drobne modyfikacje aerodynamiczne, jest jeszcze bardziej żwawy. Niedużo udało się urwać na przyspieszeniu do „setki” – w obu modelach jest to mniej więcej 2,5 sekundy – ale przy wyższych prędkościach wersja Weissach pokazuje pazury. Trzy setki na liczniku pojawiają się aż o sekundę wcześniej niż w zwykłym Porsche 918: czyli po 19,9 sekundy.

Pięć trybów

Kierowca ma do wyboru pięć trybów pracy – nie tylko jednostki napędowej, ale właściwie całego samochodu. W najostrzejszym, czyli Race Hybrid z włączoną opcją Hot Lap, do dyspozycji pojawia się maksymalna możliwa moc, bez marnowania energii na ładowanie baterii. Do tego aktywna aerodynamika zapewnia jak najlepszy docisk – zarówno odpowiednim ustawieniem spoilerów, jak i wytwarzającymi efekt przypowierzchniowy tunelami w podwoziu.

Dla odmiany, w trybie E-Power samochód jest napędzany wyłącznie silnikami elektrycznymi. Pełna moc baterii umożliwia przejechanie nawet 30 kilometrów. Popędzić można maksymalnie 150 km/h, a sprint do „setki” trwa 6,1 sekundy.

Bajery za grube tysiące

Amator szybkiej jazdy ma do dyspozycji nie tylko siedmiobiegową skrzynię PDK czy węglowo-ceramiczne hamulce o monstrualnej średnicy tarcz (410 milimetrów z przodu i 390 milimetrów z tyłu). Inżynierowie Porsche zastosowali także skrętne – do trzech stopni – tylne koła. Przy niewielkich prędkościach skręcają w kierunku przeciwnym do przednich, ułatwiając manewrowanie. Przy wysokich zapewniają większą stabilność, skręcając w tym samym kierunku.

Za dodatkową opłatą można było zamówić na przykład hydrauliczne zwiększanie prześwitu przedniej osi przy powolnej jeździe (ponad 10 tysięcy dolarów), pasy bezpieczeństwa z ozdobnymi paskami (prawie dwa tysiące dolarów) czy malowany kluczyk w skórzanej saszetce za jedyne 1380 dolarów. Czy kogoś dziwi, że za niektóre lakiery trzeba było zapłacić 63 tysiące dolarów? I czy ostatecznie nie lepiej sprawić sobie klasyczne Porsche 911 z dobrego rocznika?

Opublikowane przez UCANDO

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *