Wyścig Formuły 1 – Grand Prix Hiszpanii

Ekscytujący sezon Formuły 1 wkracza właśnie w europejską fazę. Emocje polskich kibiców są tym większe, że podczas piątkowego treningu przed Grand Prix Hiszpanii wystąpi Robert Kubica. Kierowca rozwojowy i rezerwowy Williamsa będzie miał ważne zadanie: na wyścig pod Barceloną zespoły z reguły przywożą bardzo dużo poprawek, a brytyjskiej ekipie szczególnie zależy na ich skuteczności. Po nieudanym początku sezonu ten zasłużony zespół, mający w składzie dwóch niedoświadczonych kierowców wyścigowych, zajmuje ostatnie, dziesiąte miejsce w klasyfikacji konstruktorów.

Nowe otwarcie

Początek europejskiej części sezonu zwykło nazywać się nowym otwarciem, bo po pierwszej serii wyścigów rozgrywanych w odległych krajach to właśnie Hiszpania wyznacza moment, w którym wszystkie ekipy przygotowują modyfikacje swoich konstrukcji. Po inauguracyjnych wyścigach każdy zna już mniej więcej swoje miejsce w szeregu, swoje mocne i słabe strony, miał też okazję podejrzeć rozwiązania stosowane przez rywali i zbadać, w którym obszarze pojawiają się największe straty.

Do tego jest też łatwiej z logistycznego punktu widzenia: projektanci i fabryki mają większe moce przerobowe, zimą zajęte przede wszystkim budową nowych samochodów oraz pierwszej partii zapasowych części. Ponadto łatwiej jest dostarczyć wykonywane na ostatnią chwilę elementy do Hiszpanii niż na przykład do Australii czy Chin.

Jednak tak naprawdę wyścig zbrojeń w Formule 1 trwa bez przerwy i nawet na kolejne zawody ekipy przywożą chociażby drobne modyfikacje swoich samochodów. To są wyścigowe prototypy i ich rozwój trwa bezustannie, a ponadto każdy tor ma inną charakterystykę i także pod tym kątem planuje się wprowadzanie nowych części.

Wielka trójka

W pierwszych czterech wyścigach sezonu zwycięstwami podzieliły się trzy najmocniejsze ekipy: Ferrari (dwa razy wygrał Sebastian Vettel), Red Bull (Daniel Ricciardo) oraz broniący obu mistrzowskich tytułów Mercedes (Lewis Hamilton). Urzędujący mistrzowie po triumfie na ulicach Baku tracą co prawda cztery punkty do Ferrari, ale za to w klasyfikacji indywidualnej na czoło wysunął się Hamilton. Tutaj różnica między nim i Vettelem również wynosi cztery punkty.

Red Bull odstaje od wielkiej dwójki tempem kwalifikacyjnym, więc po startach z dalszych pozycji trudniej im o duże punkty, a ponadto sporo potencjalnych zdobyczy roztrwonił Max Verstappen. Młody Holender uznawany jest za przyszłego mistrza i niewątpliwie ma ogromny talent, ale w tym sezonie wpadki przytrafiają mu się praktycznie co weekend – najgorzej było w Baku, gdzie w kolizji ze sobą odpadli obaj kierowcy Red Bulla.

Ostro w środku stawki

Za plecami ścisłej czołówki toczy się zacięty bój ekip ze środka i końca stawki. Tutaj duże znaczenie ma dopasowanie charakterystyki samochodu do konkretnego toru i warunków – jak na przykład temperatury. Na otwarcie sezonu w Australii najszybszym zespołem w tej grupie był Haas, chociaż wyścigu nie ukończyli po kuriozalnych błędach z dokręceniem kół w obu samochodach. W Bahrajnie sensacyjnym czwartym miejscem błysnął Pierre Gasly z Toro Rosso, tydzień później w Chinach solidnie pojechało Renault, a w Baku na podium – jako pierwszy w tym sezonie kierowca spoza ekip wielkiej trójki – stanął Sergio Perez z Force India. Co ciekawe, dzięki równym występom na czwartym miejscu w klasyfikacji zespołowej figuruje McLaren – nie najszybszy w tej grupie, zwłaszcza w kwalifikacjach, ale solidnie punktujący w niedzielnych wyścigach.

Tabelę zamykają Sauber – tutaj świetna szósta lokata debiutanta Charles’a Leclerca w Azerbejdżanie – oraz Williams, który jako ostatni w tym sezonie otworzył swoje konto punktowe, ósmym miejscem Lance’a Strolla w poprzednim wyścigu.

Liczą na Kubicę

Kanadyjczyk zalicza swój drugi sezon w Formule 1, a jego partner, Rosjanin Siergiej Sirotkin, dopiero rozpoczął swoją przygodę z wyścigami na najwyższym poziomie. Mimo że Kubica nie ścigał się w Grand Prix od ponad siedmiu lat, a przez ten czas samochody F1 znacznie się zmieniły to jego doświadczenie i umiejętności pracy z inżynierami nad poprawą osiągów mogą okazać się kluczowe dla zespołu. Próba odrobienia strat nie będzie jednak łatwa: każda ekipa pracuje w pocie czoła i tak naprawdę ten, kto stoi w miejscu, w praktyce się cofa na tle rywali.

Kto wie, czy ważniejsza od piątkowej sesji treningowej nie będzie sesja testowa po wyścigowym weekendzie. W piątek Kubica dostanie samochód na półtorej godziny i będzie miał do wykonania bogaty program. Obejmie on nie tylko sprawdzenie najnowszych poprawek oraz zbadanie, czy odczucia na torze pokrywają się z prognozami z tunelu aerodynamicznego i symulatora, ale też pierwsze prace nad przygotowaniem samochodów do reszty weekendu: pracę nad ustawieniami i porównywanie opon. Z kolei podczas testów każdy zespół będzie miał do dyspozycji cały dzień jazd i jeden samochód – Kubica będzie jeździł drugiego dnia, w środę. Kosztem jednego z kierowców wyścigowych, co tylko potwierdza rolę Roberta w pracach nad rozwojem.

Znany teren

Tymczasem w czołówce i mocnej grupie ze środka stawki weekend w Hiszpanii pokaże, kto jest najlepiej przygotowany do kolejnej fazy sezonu. Pętla składa się zarówno z szybkich zakrętów, jak i ciaśniejszych sekcji, więc jest dość wszechstronnym sprawdzianem dla samochodów. Ponadto wszyscy świetnie znają obiekt pod Barceloną, bo właśnie tu tradycyjnie odbywa się najwięcej testów. Forma z tego toru nieźle odzwierciedla prawdziwy układ sił i wypada tylko trzymać kciuki, by walka na torze była równie emocjonująca i przyprawiona niespodziankami, jak podczas poprzednich tegorocznych wyścigów.

Posted by Mikołaj Sokół

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *