Henry Ford – legenda, rewolucjonista, milioner

Amerykański przedsiębiorca Henry Ford odmienił motoryzacyjny rynek: to dzięki niemu na początku XX wieku samochód przestał być dobrem luksusowym i stał się bardziej dostępny dla szerszej grupy użytkowników. Nie wynalazł ani samochodu, ani taśmy produkcyjnej, ale połączenie tych dwóch koncepcji nie tylko uczyniło z niego bogacza. Przy okazji zmotoryzowało Stany Zjednoczone i resztę świata.

Od zegarka do samochodu

Od najmłodszych lat fascynował się techniką. Już jako nastolatek rozkręcał i składał z powrotem zegarki należące do członków rodziny i sąsiadów. Później pracował przy maszynach parowych, był właścicielem tartaku, uczył się fachu księgowego i pracował jako inżynier w firmie słynnego wynalazcy, Thomasa Edisona. Nie miał wykształcenia technicznego, ale nie przeszkadzało mu to w eksperymentowaniu z silnikami spalinowymi.

W 1896 roku, w wieku 33 lat, zbudował swój pierwszy samochód i sprzedał go za 200 dolarów. Trzy lata później założył firmę Detroit Automobile Company, ale przetrwała ona zaledwie półtora roku – jej samochody były za drogie i charakteryzowały się zbyt niską jakością jak na wymagania Forda. Wraz z wspólnikami szybko założył kolejną firmę, Henry Ford Company. Wytrzymał w niej rok i odszedł w reakcji na ściągnięcie do niej konsultanta z zewnątrz. Po odejściu Forda nazwę tej firmy zmieniono na Cadillac Automobile Company – na cześć założyciela miasta Detroit.

Do trzech razy sztuka

Tymczasem Henry podjął trzecią, tym razem skuteczną, próbę uruchomienia własnej działalności. Wspólników było wielu – w tym bracia Dodge, których udało się przekonać, by należny im dług zamienić na udziały w firmie Ford Motor Company. Na początek współpracy Ford osobiście poprowadził jeden ze swoich samochodów po zamarzniętym jeziorze St. Clair, ustanawiając na dystansie jednej mili ówczesny rekord prędkości na lądzie: 147 km/h. To auto oznaczono symbolem 999 – na cześć najszybszej wówczas lokomotywy parowej, która jako pierwszy pojazd lądowy przekroczyła w 1893 roku barierę 160 km/h, osiągając 181 km/h.

Legenda z taśmy

Ford Model T z 1908 roku.

Najsłynniejsze dzieło Forda ujrzało światło dzienne w sierpniu 1908 roku. Siła Forda T tkwiła w prostocie i budowaniu go z części, które dawało się łatwo wymieniać i zastępować – w tamtych czasach wcale nie było to takie oczywiste. Pierwsze egzemplarze sprzedawano za równowartość obecnych 22 tysięcy dolarów, co jak na owe czasy było bardzo przystępną ceną za samochód. W miarę postępów w produkcji cenę zresztą obniżano.

W pierwszym miesiącu produkcji powstało jedynie 11 sztuk, lecz w miarę nabierania doświadczenia oraz coraz lepszej organizacji pracy, wydajność fabryki Forda stale rosła. Wprowadzenie na pełną skalę znanej do dziś taśmy produkcyjnej przyniosło oszałamiające rezultaty: od 1910 roku co trzy minuty zjeżdżał z niej nowy egzemplarz modelu T.

15 milionów

Do zakończenia produkcji w 1927 roku, fabryki Forda opuściło 15 milionów egzemplarzy tego samochodu. Wszystkie czarne, zgodnie ze słynną wypowiedzią Henry’ego: „Każdy klient może kupić samochód pomalowany na dowolny kolor, pod warunkiem, że będzie to czarny”.

Montaż Fordów na ruchomej taśmie produkcyjnej, 1913 rok.

W ogóle nie wpłynęło to na popularność modelu T. Dość wspomnieć, że w 1918 roku połowa samochodów w USA to były właśnie te auta. Nie ma zatem żadnej przesady w stwierdzeniu, że Ford T zmotoryzował Amerykę. Do dziś dzieło Henry’ego plasuje się w pierwszej dziesiątce wszech czasów pod względem sprzedaży, a palmę pierwszeństwa czarnej legendzie odebrano dopiero w 1972 roku – dokonał tego Volkswagen Garbus.

W połowie lat 20. sprzedaż Fordów T zaczęła podupadać, bo rywale zaczęli przygotowywać coraz bardziej rozbudowane oferty, dodatkowo proponując klientom systemy zakupów ratalnych. Henry, uczący się za młodu podstaw księgowości, gardził takimi rozwiązaniami. Poddał się dopiero w latach 30., ale jeśli chodzi o finanse własnej firmy, nigdy nie polegał na pracy księgowych i za jego panowania nigdy nie dokonano w niej audytu.

Dobry, surowy szef

Wydajność fabryk Forda nie wzięła się znikąd. Trzyzmianowy system pracy przy taśmie produkcyjnej to dopiero zalążek sukcesu. By pozyskać i utrzymać najlepszych ludzi, Henry nie wahał się przed pokaźnymi inwestycjami. Zwiększył dniówkę dwukrotnie, do zawrotnych jak na tamte czasy pięciu dolarów (obecnie około 120 dolarów!). Wprowadził pięciodniowy, 40-godzinny tydzień pracy. Przewidział także program dodatkowych korzyści dla pracowników, którzy spędzili w jego firmie ponad 6 miesięcy i wiedli życie w stylu aprobowanym przez firmę – bez nadużywania alkoholu czy hazardu.

Wysokie zarobki skusiły wielu wykwalifikowanych pracowników z Detroit, podkopując jednocześnie konkurencję. Tyle, że kontrola życia podwładnych często przekraczała granice przyzwoitości (pilnowało ich pół setki „detektywów”), a Ford nawet nie chciał słyszeć o organizowaniu w jego zakładach jakichkolwiek związków zawodowych. Ugiął się dopiero w 1941 roku, jako ostatni motoryzacyjny producent w USA.

Schyłek kariery pacyfisty

Ford był zagorzałym przeciwnikiem wojny. Prowadził interesy z nazistowskimi Niemcami, a po wybuchu drugiej wojny światowej długo zwlekał z udzieleniem jakiejkolwiek pomocy siłom alianckim. Odmówił wytwarzania dla Rolls-Royce’a lotniczych silników Merlin, wykorzystywanych między innymi w myśliwcach Hurricane i Spitfire. Dopiero po przystąpieniu USA do wojny wybudował nową fabrykę, w której od 1942 roku na największej wówczas taśmie produkcyjnej świata montowano ciężkie bombowce B-24 Liberator.

W czasie wojny zmarł syn Henry’ego, Edsel Ford. Senior rodu ponownie objął prezesurę, ale pogarszający się stan zdrowia uniemożliwiał mu skuteczne dowodzenie firmą. Pod koniec wojny nad przedsiębiorstwem zawisło widmo bankructwa, wówczas owdowiała synowa doprowadziła do mianowania prezesem swojego syna, czyli wnuka Henry’ego – Henry’ego Forda II. Ojciec masowej produkcji samochodów i twórca wielkiej legendy zmarł dwa lata później, w 1947 roku – mając 83 lata.

Opublikowane przez UCANDO

Jeden komentarz

  1. „Każdy klient może kupić samochód pomalowany na dowolny kolor, pod warunkiem, że będzie to czarny” – tą wypowiedź uwielbiam! Do dzisiaj można ją często spotkać np przy dobieraniu koloru farby do ścian 🙂

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *